niedziela, 22 września 2013

Ciasnota

To nie wpływ jesieni. Raczej jesieni życia, jeśli już. Czasem chce się zmiany, prawda? Czegoś, co dałoby kopa na jakiś czas, od czego świat stałby się sensowniejszym miejscem. Przynajmniej na jakiś czas... Gdybym obejrzała się za siebie, kilka takich chwil w ostatnich latach było. Chwile, wydarzenia, które popchnęły dni do przodu w dobrym nastroju, podniosły z kolan, pozwoliły na wyciszenie smutków. Jeszcze przed Osem - spotkanie co jakiś czas świetnego zespołu dzieciaków, egzamin na dyplomowanego, wyjazdy do Rzymu, Anglii i Paryża, zaprzyjaźnienie się z Wirką, kurs angielskiego, entuzjazm początków blogowania i poznanie Osa, wyjazd do Barcelony, pierwszy rok mieszkania razem, ekscytujący po brzegi, fajny, pełen wszystkiego, w tym myśli o kolejnych zmianach... I stanęło. A może nie? sukces dwóch aplikacji. Dwa tygodnie bujania w angielskich obłokach. Rok świetnej pracy z projektem i takiego zaangażowania, że po prostu teraz mi się nie chce. W domu od S. same zmiany na lepsze, osiemnastka, świetna dla niego dziewczyna, prawo jazdy, pierwszy wyjazd beze mnie, pochwały w szkole... i biała plama, jeśli chodzi i jego przyszłość.
A mimo wszystko coś stanęło.
Nie mamy wspólnych planów z Osem. Nie mamy wspólnych zamiarów poza życiem razem bez papierka. Osowi do szczęścia potrzeba niewiele: święty spokój i utarte ścieżki. Każdy dzień jest taki sam, jeśli sama nie wpadnę na urozmaicenie naszego życia. Nie ma parcia na to, by mieszkać lepiej, bo mieszka mu się dobrze. Nie ma parcia na samochód, bo dobrze jeździ mu się do pracy autobusem. Nie widzi potrzeby zmiany paneli czy mebli, bo są jeszcze zdatne do użytku...

Bardzo chciałabym mieszkać w przestronnym, jasnym, kilkupokojowym mieszkaniu z dużą kuchnią, w którym miałabym swój kącik, ze swoimi papierami, z lampką robiącą nastrój, zwłaszcza po ciężkim dniu, z miejscem na odłożenie otwartej książki bez przymusu przekładania innych rzeczy i postawienia kubka z herbatą bez obawy, że znowu potrącony zaleje wersalkę, dywan, podręczniki na parapecie czy gazety na szafce. Gdzie nie miałabym telewizora i ciągłego hałasu... Ot, takie marzenia...

Jestem sfrustrowana. Nie stać mnie na wzięcie kredytu. Czuję się z tym zostawiona sama sobie. Nie wiem też za bardzo, co robić w tej sprawie. Rozum mówi wyraźnie - trzeba poczekać kolejny rok, póki S. nie zda matury i nie podejmie decyzji o swoim życiu. W jasny słoneczny dzień otwieram wszystkie żaluzje i kąpię się w słońcu, zwłaszcza kiedy jestem sama. Łapię światło, póki nie przysłonią go gałęzie drzew i bloki. Blogi stoją, listy się nie odpisują, znowu mam nieodpartą chęć wyjazdu stąd, zmiany.

I niech mi nikt nie mówi, że to kryzys czterdziestki.

7 komentarzy:

  1. taki rok na przeczekanie nie będzie łatwy ale wiesz co? wiele sie może zmienić podczas tego czekania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak w każdym roku coś się zmieni z pewnością, ciekawe co. :)

      Usuń
  2. Kochana, za jakiś czas będzie z górki. teraz mozolnie łapiesz słońce, a potem ono samo będzie się o Ciebie ocierać:)
    a ja jestem leniwiec, Lubię swoje mieszkanko, w którym rzadko dokonuje gruntownych zmian... Myślę o tym, co za rok...gdzie wybór, los, rzucą mego syna... Jestem jednak dobrej myśli. Damy radę Kochana, Damy! (niech no tylko przeżyję czwartkową kolonoskopię)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otwieram więc okna słonecznych możliwości ;)
      Dasz radę Słodka, w końcu raz możesz w życiu się na wszystko wypiąć;))
      Trzymam kciuki.

      Usuń
  3. Od jakiegoś czasu zmiany w moim mieszkaniu dotyczą wyłącznie barw na ścianach.
    Ale czego Ty narzekasz? Podróże, dyplomowany, projekty..., że czegoś nie możesz? Ty wszystko możesz, a o tym świadczą Twoje przedsięwzięcia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Os mówi to samo, że narzekam na swoje życie, nie doceniając go. Może dlatego, że ciągle czuję czegoś brak, niedosyt, niemożliwość pewnych rzeczy... Jakbym miała to wpisane w osobowość wieczne niespełnienie.


      Usuń
  4. spa pisze: ...a wiesz...bo faceci to tak mają,że póki ich się w d..nie kopnie to im wystarcza... Tylko rozumiem zmęczenie..zmęczenie,że trzeba motywować do działania, być iskrą..to takie..no wiesz..wydawać by się mogło,że odwrotnie być powinno..Ja tam nie wiem zresztą. Ty masz mieszkanie, na które sama zarobiłaś (albo i nie)..to i miej tę wymarzoną łazienkę..albo samochód ..niech każdy wnosi równo..do życia wspólnego..A zresztą..przepraszam za wymądrzanie. Dobranoc.

    OdpowiedzUsuń